Dlaczego nie mogę płakać – padający deszcz i jedna ciemna kropla w kształcie łzy

Dlaczego nie mogę płakać? Co naprawdę zatrzymuje łzy?

Pogrzeb kogoś bliskiego. Wszyscy wokół płaczą, a w gardle jest tylko ścisk. Albo wieczór po trudnej rozmowie, kiedy płacz mógłby pomóc, ale łez po prostu nie ma. Pojawia się za to frustracja, czasem niepokój. Albo nie pojawia się nic, tylko pustka.

Płacz wydaje się naturalną reakcją na smutek i stratę, ale są takie sytuacje, kiedy łzy nie przychodzą. Dlaczego wtedy nie możemy płakać? I co tak naprawdę zatrzymuje łzy? W tym artykule próbuję odpowiedzieć na te pytania.

Możliwe przyczyny

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Przyczyn może być wiele, bo każdy z nas ma inną historię. Może powstrzymujemy łzy od dziecka i dziś robimy to odruchowo, nawet zupełnie nieświadomie. A może blokuje nas wstyd albo strach, że stracimy nad sobą kontrolę.

Czasem nie płaczemy też dlatego, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo coś nas zraniło. Trudne wspomnienia mogą być wyparte albo zniekształcone. Smutek jest, ale nie łączymy go z tym, co wydarzyło się dawno temu.

Brak łez może mieć też inne źródło: żałobę, trudne przeżycie, depresję, przyjmowane leki albo inne problemy zdrowotne.

Nie mogę płakać przy innych

Wielu z nas zna to z własnego życia. Na filmie albo w samochodzie, w drodze do domu, łzy przychodzą bez trudu. Ale kiedy obok jest ktoś inny, w ogóle się nie pojawiają. Najtrudniej jest wtedy pozwolić komuś zobaczyć nasze łzy.

Płacz przy kimś to trochę jak prośba: zobacz, że jest mi źle, zostań ze mną. Jeśli łzy kojarzą nam się ze słabością, łatwiej tę prośbę zatrzymać dla siebie. Podobnie działa ucieczka w samotność: chroni przed zranieniem, ale w trudnych chwilach nie ma wtedy nikogo obok.

„Wszystko jest w porządku”

Jeśli trudno nam płakać przy innych, możliwe, że w ogóle niechętnie pokazujemy, że jest nam ciężko. Ukrywamy łzy, a często też smutek czy złość. Inni często nie mają pojęcia, przez co przechodzimy.

Może boimy się, że jeśli pokażemy, co czujemy, ktoś zobaczy naszą kruchość i będzie mógł ją wykorzystać. Trudne emocje, a razem z nimi płacz, kojarzą się wtedy ze słabością. Wolimy więc radzić sobie bez niczyjej pomocy, nawet w naprawdę trudnych chwilach.

Kiedy próbujemy się czymś podzielić, często mówimy o tym spokojnie, jakby to nas nie dotyczyło. Opisujemy same fakty albo od razu tłumaczymy, dlaczego to właściwie nic takiego. Z zewnątrz wyglądamy na osoby, które świetnie sobie radzą. Rzadko prosimy o pomoc.

Wstyd i lęk przed utratą kontroli

Kiedy zdarzy nam się rozpłakać przy kimś, często od razu przepraszamy. „Przepraszam, nie wiem, co mi jest”, „zaraz się ogarnę” i ręka sięga po chusteczkę, żeby jak najszybciej zatuszować ślady.

Za tymi przeprosinami zwykle stoi wstyd i poczucie, że nie powinniśmy nikogo obciążać swoim smutkiem. Pojawia się też obawa, że druga osoba się zniecierpliwi albo nas oceni. Do tego dochodzi lęk przed utratą kontroli. Płacz zmienia twarz i głos, a nad łzami trudno zapanować. Ktoś, kto od lat jest tą silną i opanowaną osobą, boi się tego szczególnie. Łatwo wtedy uwierzyć, że jak już się zacznie, to nie będzie się dało przestać.

Takie trzymanie się w ryzach ma jednak swoją cenę. Kiedy mocno pilnujemy smutku, często słabiej czujemy też radość i bliskość. Napięcie, które w sobie trzymamy, często odzywa się w ciele, na przykład bólem głowy czy kłopotami ze snem. Trudno nam też naprawdę odpocząć.  Może być też odwrotnie: emocje, które długo trzymamy w sobie, wybuchają nagle i z dużą siłą. Piszę o tym więcej w artykule o emocjonalnej impulsywności.

Łzy w dzieciństwie

Dla małego dziecka płacz to sposób, żeby zawołać o pomoc. To, jak dorośli na niego odpowiadali, zostaje na długo. Jeśli ktoś przychodził i przytulał, łzy kojarzą się później z czymś bezpiecznym.

Nie zawsze jednak tak jest. Niektórzy słyszeli, że płakać nie wypada. Inni za łzy byli upominani albo wyśmiewani. Czasem dziecko uczyło się tego bez słów. Jego płacz nie miał odbiorcy, bo rodzic nie potrafił się nim zaopiekować. Dziecko mogło wtedy uznać, że jego smutek jest dla innych za ciężki i że musi radzić sobie samo. Taki płacz z czasem cichł, ale smutek nie znikał.

Po latach często już tych sytuacji nie pamiętamy. Zostaje odruch, żeby wziąć się w garść, i przekonanie, że z trudnymi sprawami najlepiej radzić sobie samemu.

Nie mogę płakać po stracie

Szczególnie trudny jest brak łez po śmierci kogoś bliskiego. Wiele osób zaczyna się wtedy zastanawiać, czy to znaczy, że nie kochały tej osoby naprawdę. Brak łez nie świadczy o braku miłości.

Na początku żałoby często pojawia się odrętwienie i poczucie, że to, co się stało, jeszcze do nas nie dotarło. W ten sposób psychika chroni nas przed czymś, czego nie da się przyjąć od razu. Łzy często przychodzą później, nieraz w zupełnie nieoczekiwanym momencie.

Jeśli jednak odrętwienie trwa długo i utrudnia codzienne życie, warto poszukać wsparcia. O tym, że żałoba nie ma terminu ważności i potrafi wrócić nawet po latach, piszę w tekście o żałobie po latach.

Kiedy warto porozmawiać ze specjalistą

Za brakiem łez może stać coś więcej niż wyuczony odruch. Warto porozmawiać ze specjalistą, jeśli:
- nagle przestaliśmy płakać, choć wcześniej łzy przychodziły bez trudu,
- razem ze łzami zniknęły też inne uczucia, a w ich miejsce pojawiła się pustka albo odrętwienie,
- po trudnym albo traumatycznym przeżyciu czujemy się jak za szybą i ten stan utrzymuje się już dłuższy czas,
- trudność z płaczem pojawiła się po włączeniu leków przeciwdepresyjnych (niektóre z nich mogą osłabiać przeżywanie emocji),
- oczy są stale suche i podrażnione, co może wymagać konsultacji okulistycznej.

Odrętwienie emocjonalne może być jednym z objawów depresji. Jeśli podejrzewamy, że to skutek przyjmowanych leków, warto omówić to z lekarzem prowadzącym, zamiast odstawiać je samodzielnie. Informacje o tym, gdzie i do kogo można się zgłosić, znajdują się w artykule Psycholog, psychiatra czy psychoterapeuta? Gdzie szukać pomocy.

Jak może pomóc psychoterapia

W psychoterapii psychodynamicznej wracamy wspomnieniami do przeszłości. Robimy to po to, żeby jeszcze raz przeżyć emocje, które kiedyś zostały zablokowane albo którymi nikt się wtedy nie zaopiekował. Odbywa się to w tempie dopasowanym do pacjenta, przy wsparciu terapeuty.

Psychoterapia może być też miejscem, w którym pierwszy raz okazuje się, że nasz płacz nikogo nie przytłacza. Z czasem uczymy się nazywać to, co czujemy, i mówić o tym także poza terapią.

Scroll to Top